niedziela, 15 maja 2016

Niebiesko mi

Nie wiem czy dzisiaj coś pisać, bo jestem w kiepskim nastroju. Robiłam ostatnio porządki w szafie, a przy okazji porządkują mi się też pewne sprawy w głowie. Jestem zmęczona. Czegoś mi brakuje. I  nie, nie jest to kolejna para butów, modna torebka, czy ciuch od polskiego projektanta. Raczej mam wrażenie, że wszystkiego mam za dużo, że gdzieś w tym całym nagromadzeniu dóbr, zdjęć (bo przecież prawie każdą "stylówkę" trzeba uwiecznić na bloga), lajków, w całym tym blogowaniu, "pokazywaniu się", jest jakaś pustka. Mam prawie 32 lata, dziecko, pracę, do której za chwilę wracam i czuję, że trwonię energię na coś, co miało być zabawą i hobby, a staje się przymusem. Bo przecież jak nie powrzucam nowych postów, przestanę być aktywna w social mediach, będę ubierała ciągle to samo, to stracę obserwatorów. Łapię się na tym, jakie to wszystko śmieszne...

Bardzo doceniam fakt, że są osoby, które zaglądają tutaj, nawet komentują, czasem piszą maile. Poświęcają swój cenny czas na wirtualne zadawanie się z wirtualną mną. Mile jest dostawać "głaski" w postaci ciepłych słów, komplementów. Niebezpieczne jest zaś uzależnianie się od nich... Dochodzę do wniosku, że już ich nie potrzebuję, że nie chcę się przejmować opinią innych, że chcę być wolna od budowania samooceny na tym, co zewnętrzne. Dobrze ma mi być ze sobą, niezależnie od zdania innych.

Blogowanie nie było czasem straconym. Dowiedziałam się kilku rzeczy o sobie, można banalnie stwierdzić, że zbudowałam swój styl. Wiem, co lubię, w czym dobrze się czuję i w porządku wyglądam. Zainteresowałam się polską modą i polskimi markami. Mam ład w szafie, poszczególne elementy pasują do siebie i są dobrej jakości. Oprócz tych przyziemnych spraw, odniosłam jeszcze jedną korzyść - poznałam kilka bardzo fajnych osób (nie tylko wirtualnie). No i zdjęcia na blogu są piękną pamiątką, za którą z całego serca dziękuję Mężowi. 

Nie wiem jak zakończyć te wywody, które brzmią jak pożegnanie. Nie wiem co będzie dalej. Pewnie będzie dobrze. Bo to co najpiękniejsze, najlepsze jest bardzo blisko mnie. Chcę mieć więcej czasu i sił, by z tego korzystać :)



19 komentarzy:

  1. Elu, dobrze wiem co czujesz, przeżywałam to chyba z milion razy… Rób to, co Ci serce podpowiada, masz być radosna, a nie czuć presji - nie o to chodzi. Bardzo się cieszę, że mogłam Cię wirtualnie poznać, dla mnie poznawanie ciekawych ludzi to jedna z największych wartości blogowania. Kibicuję w każdej decyzji :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Elu to faktycznie brzmi jak pożegnanie z nami. Był taki moment (i to nie jeden), że myślałam podobnie. Ale właśnie po powrocie do pracy, kiedy teoretycznie miałam mniej czasu na dodatkową aktywność, blog zaczął być przyjemną odskocznią od codziennej rutyny.
    Mam nadzieję, że jednak będziesz tutaj razem z nami. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystko o czym piszesz jest i moim przemyśleniem. Tyle, że w blogu oprócz "głasków" upatruję jeszcze możliwość wymiany poglądów, rozwijania się poprzez zmierzenie się ze zdaniem innych. Blog jest odskocznią, a kiedy staje się przymusem to trzeba sobie odpuścić, chociażby na jakiś czas. I zawsze być w zgodzie ze sobą na pierwszym miejscu :))
    Przepiękne masz zdjęcia Elu, będziesz mieć wspaniałą pamiątkę.
    W niebieskościach Ci bardzo dobrze, świetnie skomponowane :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ślicznie wyglądasz:) A jeśli blogowanie Cię męczy, zrób sobie przerwę i wróć wtedy, kiedy będziesz wiedziała, że sprawia Ci to przyjemność!:)

    xyzqui.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Wyglądasz świetnie!
    www.blueshinyeyes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja Cię rozumiem. Mnie dopadają też czasem takie myśli, chociaż mam dużo mniejszy staż. Ale najważniejsze to być w zgodzie z samą sobą. Lepszego nastroju życzę. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cokolwiek postanowisz i czy będziesz blogować, czy nie - życzę Ci dużo uśmiechu i siły!

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest mi bardzo przykro czytać takie słowa u Ciebie, Elu.
    Przykro, bo zżyłam się z Tobą.
    Twój blog był jednym z pierwszych trafiając na które pomyślałam - o rany, warto tu zaglądać!
    Pamiętam ten dzień bardzo dobrze.

    Choć nasz styl się od siebie różnił (aczkolwiek sądzę, że nie aż tak, jak Ty pewnie uważasz :>) i choć dziś co innego nam się chyba w modzie podoba, to wiele razy mnie inspirowałaś - a zdjęcia, które tu wrzucałaś były, są i będą jednymi z lepszych na polskich blogach.

    Budowałaś swój styl bardzo konsekwentnie - sądzę nawet, że miałaś go przed założeniem bloga, bo to się czuje od razu.
    Na pewno zachęcałaś do świadomego i rozważnego kupowania wiele osób.

    Będzie Cię brakować, jeśli zakończysz swoją blogową przygodę.

    Nie będę Cię jednak namawiać do pozostania tu - mam dokładnie te same refleksje, które masz Ty.
    Kropka w kropkę.
    I też coraz częściej rozważam zwianie stąd, bo łapię się na tym, że blog zwyczajnie pożera mój czas i ukierunkowuje moje myślenie nie na te tory, na które powinien.

    W przyszłym roku wychodzę za mąż, powinnam pomyśleć o poszukaniu jakiejś lepszej pracy (bo szykują mi się spore wydatki - trzeba by sobie sprawić jakiś własny kąt wreszcie), a ja siedzę i wolne chwile poświęcam na klikanie instagrama, oglądanie ubrań w sklepach i odwzajemnianie komentarzy na blogach.
    Jedyny wolny w tygodniu dzień poświęcam na robienie zdjęć i wrzucanie nowego wpisu.

    Mam wrażenie, że gdybym nie blogowała, to zaszłabym o wiele dalej.

    Mało tego - bycie w blogosferze wpędza mnie w kompleksy, których nie miałam, kiedy nie blogowałam.
    Owszem, dostawanie miłych komentarzy jest fajne.
    Dostawanie krytycznych wcale mnie nie rusza, mam bardzo duży dystans do samej siebie.
    Nawet cenię krytykę - o, na przykład Twoją :)

    Ale wiele razy w ostatnim czasie łapałam się na tym, że mam wyrzuty sumienia, że w żaden sposób nie staram się zrobić czegoś, żeby tego bloga rozpromować.
    Bo skoro tej i tamtej się udało, to dlaczego nie mnie?
    W głębi duszy sama tego nie potrzebuję i nigdy nie chciałam potrzebować, ale jak jesteś na tych wszystkich instagramach, widzisz te tysiące folołersów u innych, a u siebie nie (choć i tak poświęcasz na to wszystko tak wiele czasu, że gdyby ktoś z Twoich bliskich o tym wiedział, to by Cię wyśmiał), to zaczynasz się frustrować i czuć się gorszą.
    Więc tak - pojawia się przymus. Że trzeba więcej i więcej.
    I jeszcze więcej!

    Mam wrażenie, że blogowanie powoli wyczerpuje swoją formułę.
    Daję temu wszystkiemu jeszcze rok.
    Potem zostaną pewnie ci najbardziej zdeterminowani, którzy będą mieli na tyle czasu, pieniędzy, zapału i odwagi, że postawią wszystko na jedną kartę i z bloga uczynią prywatne serwisy reklamowe.

    Tej dawnej blogosfery którą podczytywałam jeszcze jako studentka już nie ma.
    I nie będzie.
    A szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam te same przemyślenia co Ty i Mar,zatem pod wszystkim się podpisuję. Kiedy zaczęłam blogować miałam z tego radość, luz, zabawę, teraz jest jakiś przymus, gonitwa, bo lajki, bo obserwatorzy itd. W pewnym momencie sama również popadałam w kompleksy, z pewnej siebie dziewczyny, stałam się osobą sfrustrowaną, niepewną, bo "nie idzie, jak trzeba", bo się nie "rozwija" itd. A to wszystko bzdura, to wszystko jest sztucznie nakręcane przez "pseudo" ekspertów od tego co jest modne, od tego która z nas jest modna itd. Nie wiem dokąd to wszystko zmierza, ale prawdą jest, że z dawną, naturalną blogosferą nie ma to już za wiele wspólnego. Natomiast na Twój blog bardzo lubiłam zaglądać, mimo że nasz style są dość mocno różne. Ale właśnie tutaj odnajdowałam ten spokój, naturalność, swobodę, prostotę, brak gonitwy itd. Za te wszystkie doznania szczerzę Ci dziękuję i życzę Ci wszystkiego dobrego na każdym kolejnym kroku. Pozdrawiam Serdecznie

      Usuń
  9. A mi bedzie bardzo brakowac... Bede tesknic, ale coz poczac... od jakiegos czasu sie odczuwalo Twoje rozterki - nie bede sciemniac. Juz wczesniej sie prawie zegnalas i cieszylam sie, ze mimo takiego sygnalu posty sie pojawialy. Zyj, oddychaj pelna piersia, ciesz sie zyczeniem, ubrana nie przebrana. Jesli to koniec - dziekuje za wszystko :) Martyna

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię tu zagląać i podczytywać, ale jeśli pisanie bloga ma być dla Ciebie przykrym obowiązkiem, to może warto odpoczać i nabrać dystansu do tego. Jeśli blogowanie ma być odskocznią i przyjemnością to nic na siłę. Wrócić zawsze można. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochana, bardzo lubię twój styl, prostotę w stylizacjach.
    Czasami sama się zastanawiam nad przerwą w celu złapania oddechu.
    Jednak blogowanie jest taką moją małą odskocznią o od wszystkiego.
    Mam nadzieję, że będziesz zadowolona ze swojej decyzji i odpoczniesz trochę .

    Pozdrawiam Zocha
    http://www.zocha-fashion.pl/

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja Cię doskonale rozumiem, bo też mam takie przemyślenia, zresztą rozmawiałyśmy o tym już sporo z Marysią właśnie :) Wszystko, co piszesz, to prawda, dobrze wziąć oddech i skupić się na tym, co najważniejsze. Ja z mojej strony dziękuję Ci za Twojego bloga, za zestawy, którymi się z nami dzieliłaś, myślę, że byłaś jedną z inspiracji dla mnie do poszukiwania ładu w szafie, a tytuł Twojego bloga, "ubrana nie przebrana" jakoś był w mojej głowie i pomagał mi porządkować siebie i ubrania. Dzięki Tobie poznałam polskie marki i zobaczyłam, jak wyglądają ubrania wysokiej jakości. W życiu są ważniejsze rzeczy niż Internet.
    Życzę Ci wszystkiego dobrego i spokoju właśnie. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie zaglądam tu bardzo regularnie, nie jestem nawet pewna czy kiedykolwiek napisałam komentarz, ale wiem że masz ciekawą kolekcję ubrań. Posty o nowych ciuchach może są ładne i miło popatrzeć, ale ciekawsze dla mnie są historie tego, jak taka kolekcja jest budowana :) Może to jest dobra alternatywa? Nie mówię tu o autorytarnych poradach co należy, tylko o zapisie swoich planów odnośnie stylu i ich realizacji (coś w stylu hardkorowej Dead Fleurette). Ja bym czytała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za inspirujący komentarz. Pomyślę nad tym :)

      Usuń
  14. Zacznę od tego, że cały strój bardzo mi się podoba, świetnie w nim wyglądasz!

    A co do samego blogowania, wiem o czym mówisz, myślę, że większość z nam w penwym moemencie dochodzi do jakiejś ściany, kiedy nie wiadomo, co dalej. Ja od początku miałam wątpliwości co do tematyki "szafiarsko-modowej", dlatego starałam się pisać o różnych rzeczach, teraz bardziej rozkręcam te różne rzeczy i, choć nie mam oszałamiających statystyk, czuję, że się rozwijam, mam lepszy warsztat i zwyczajnie jestem dumna z mojego bloga;)

    Może zrób sobie przerwę po prostu, szkoda byłoby Cię całkiem tracić z blogosfery:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo wszystkim dziękuję! Nie spodziewałam się takiego odzewu :) I ciepło wszystkich pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  16. Choc wszystkie twoje przemyślenia , twoje i Mar znam doskonale , często wracają ... Mimo ze nigdy nie miałam presji i potrzeby rozwijania bloga to ... Myśle ze dzięki blogowi odkryłam siebie , a teraz choc mniej postów , gorsze statystyki to ... Zostało kilka osób dla których warto zaglądać .... A dla mnie sa rodzajem pamiętnika ... Lubie wstać do starych postów i przyglądać sie sobie , temu jak dojrzewam , jak sie zmieniam ....to i ludzie ... Sprawiają ze bez przymusu , bez potrzeby wielkiej mody co jakis czas powstają nowe posty

    OdpowiedzUsuń